W ramach realizacji projektu „My wśród innych” 3 marca 2017 roku pojechaliśmy na  dwudniową wycieczkę.

Pierwszym punktem naszej podróży była Synagoga w Tykocinie. Przewodniczka opowiedziała nam o tym, jak przebiega szabas oraz jak modlą się Żydzi. Pokazała nam też babińce, salę wielką, a w muzeum, między innymi, dawną aptekę. Ciekawie opowiadała o zagładzie Żydów i o jednym z nich, który uciekł z obozu w Treblince i przeżył wojnę.

Następnym punktem naszej wycieczki była Szkoła Pisania Ikon w Bielsku Podlaskim. Prowadzący powiedział nam, dlaczego ikony się pisze, a nie maluje. Wyjaśnił, że każdy kolor  ma jakieś znaczenie. Zaskoczyło nas to, że wszystkie przyrządy używane do pisania ikon pochodzą z natury, a technika, którą tworzą - ze starożytności. Pędzelki są robione z sierści wiewiórek. Niestety, nie wpuścili nas na piętro i nie widzieliśmy, jak malują (nie zgodzili się, bo potrzebują skupienia). Znając naszych chłopaków, wiem, że mieli rację.

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy, był obóz zagłady w Treblince. Panowała tam bardzo przygnębiająca atmosfera i niektórzy z nas źle się poczuli. Po muzeum oprowadzał nas Pan kustosz Edward Kopówka. Pokazał makietę obozu zagłady, na której były dokładnie pokazane wszystkie jego części, wyświetlił filmy o Treblince i opowiedział o losach Żydów w tym obozie. Po naszym wpisaniu się w księdze gości Pan Kopówka zaprowadził nas w miejsce, gdzie znajdował się obóz. Widzieliśmy między innymi miejsce, gdzie palono zwłoki ofiar hitlerowców. Dookoła były poustawiane kamienie, na których ludzie napisali nazwy miejscowości, z których pochodzili zgładzeni Żydzi. Odszukaliśmy kilka znanych, jak też tablicę z nazwiskiem Janusza Korczaka. W muzeum była o nim wystawa i Pan Kopówka nam ją pokazał. Udało się też nagrać super wywiad z Panem kustoszem.

Ostatnim i najbardziej wyczekiwanym punktem naszej wycieczki był wyjazd do hotelu i obiad w Ostrowi Mazowieckiej. Zjedliśmy go z dużym opóźnieniem i zostaliśmy przydzieleni do pokoi na nocleg.

W nocy większość z nas nie spała z powodu natłoku wielu wrażeń.

Następny dzień był spokojniejszy. Po pysznym śniadaniu (stół szwedzki), spakowaliśmy się, uporządkowaliśmy pokoje i pojechaliśmy do Hajnówki.

W Muzeum i Centrum Kultury Białoruskiej wysłuchaliśmy prezentacji o życiu białoruskich chłopów na Podlasiu. Temat ten był nam trochę znany, bo sami jesteśmy ze wsi. Z dużym zainteresowaniem oglądaliśmy manekiny w strojach z dawnych czasów, mnóstwo narzędzi i glinianych garnków.

Po uzupełnieniu zapasów w Biedronce i smacznym obiedzie pojechaliśmy do Bohonik. Dowiedzieliśmy się, że w meczecie kobiety, tak jak w synagodze modlą się w oddzielnym pomieszczeniu (ponoć dlatego, że mężczyźni nie mogą się przy nich skupić).

Przewodniczka opowiedziała nam o historii polskich Tatarów, o islamie, ślubach, pogrzebach i chrztach. Następnie zaprosiła do sklepu z pamiątkami.

Wyjeżdżając z Bohonik, obejrzeliśmy cmentarz zwany mizarem. Na grobach Tatarów nie ma krzyży, tylko półksiężyce. Zdziwiło nas, że wiele pochowanych tam osób miało nazwisko ,,Mucha”.

To była wspaniała wycieczka. Dowiedzieliśmy dużo o kulturze i obyczajach innych narodów. Dodatkowo satysfakconuje fakt, że sami ją zorganizowaliśmy. Wyprawa była jednak trochę za krótka i jak dojeżdżaliśmy do Sztabina, ktoś krzyknął: "Chcę do hotelu!”. Wszyscy się śmiali, ale każdy myślał tak samo.

Małgorzata Kierkla